„Krawi, jak mogłeś nam to zrobić!?” Wspomnienie o śp. Radosławie Krawczyku, zmarłym prokuratorze z Gniezna

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

„Krawi, jak mogłeś nam to zrobić!?” Wspomnienie o śp. Radosławie Krawczyku, zmarłym prokuratorze z Gniezna - Zdjęcie główne
Autor: Przemek Prasnowski

Udostępnij na:
Facebook
WiadomościMówili na niego Krawi. Jedyny w swoim rodzaju. Fantastyczny, niezwykle skromny i mądry człowiek. Wiedzą historyczną wprawiał otoczenie w zdumienie. „Do zobaczenia w Gaju” – taki napis na szarfie złożonego na jego grobie wieńca umieścili jego przyjaciele. Tam nie ma literówki. Domek letniskowy w podtrzemeszeńskim Gaju od ponad 15 lat był jego rajem na ziemi.

Prokuratorzy zazwyczaj nie jawią nam się jako ciepli i serdeczni ludzie. Stereotypowo to czarne charaktery – raczej bez serca – którzy bez mrugnięcia okiem walczą przed sądem o jak najwyższy wyrok dla przestępcy. Bez emocji, bez większych uczuć. Świetni prawnicy, z którymi o niczym innym porozmawiać się w zasadzie nie da. Tyle stereotyp. Śp. Radosław Krawczyk zdecydowanie stereotypowym prokuratorem nie był.

Przyjaźń od czasów liceum

Marcin Fuszpaniak i Przemek Prasnowski Radzia, a w zasadzie Krawiego – bo taką miał ksywę wśród przyjaciół – poznali w czasach licealnych. Na przełomie lat 80. i 90. tworzyli licealną paczkę. Potem były studia w Poznaniu i regularne spotkania. W ostatnich 15 latach co najmniej dwa razy do roku widywali się w podtrzemeszeńskim Gaju, gdzie Krawi miał domek letniskowy – swój azyl na ziemi.

– Radek był człowiekiem niezwykle serdecznym i prawym – opowiada Marcin Fuszpaniak. – Zawsze pomógł, zawsze wsparł dobrym słowem. Bez wątpienia był introwertykiem, ale dla przyjaciół był już człowiekiem z sercem na dłoni. Musiał kogoś poznać i jemu zaufać.

Jego słowa potwierdza Przemek Prasnowski.

– Empatyczny, ciepły i wrażliwy, obdarzony fenomenalnym poczuciem humoru. Był wielkim oparciem dla nas wszystkich.

Marcin Fuszpaniak dodaje, że Radek był stoikiem ale i cynikiem.

– W najlepszym tego słowa znaczeniu. Wspólnie uwielbialiśmy Monthy Pytona czy Manna i Maternę. To był jego klimat humoru, który sam zresztą uprawiał na co dzień – dodaje Marcin Fuszpaniak.

Pasja do historii i niezwykła pamięć

– Radek był dla nas wielkim autorytetem historycznym. Wybitny erudyta. Podczas spotkań z szeroko otwartymi oczami wysłuchiwaliśmy jego analiz geopolitycznych. Tłumaczył nam zawiłości historyczne i wszelkie towarzyszące im uwarunkowania – mówi Marcin Fuszpaniak.

Przemek Prasnowski potwierdza: był niezwykle oczytany, obdarzony wyjątkową pamięcią, a historia rzeczywiście była jego pasją.

Niestereotypowy prokurator

– Jak na prokuratora był naprawdę bardzo niestereotypowy – mówi Marcin Fuszpaniak. – Odbiegał od utrwalonego w mediach i świadomości wizerunku tego zawodu.

Przemek Prasnowski potakuje.

–  Zdecydowanie nie mieścił się w „prokuratorskich stereotypach”. Nawet gdy zderzał się z bardzo poważnymi sprawami i bardzo poważnymi przestępcami, to za każdym razem próbował szukać optymalnego w danym momencie rozwiązania, a nie optymalnego wymiaru kary. Wiem to od jego brata, bo Radek wiele spraw służbowych „przynosił” do domu.

Choroba, która przyszła nagle

Wiadomość o chorobie nowotworowej spadła na wszystkich jak grom z jasnego nieba.

– Mieliśmy się spotkać w tym roku 11 października. Radek odwołał spotkanie, bo nie czuł się najlepiej. O swojej chorobie nowotworowej dowiedział się tak naprawdę na cztery tygodnie przed śmiercią. Do końca zachował trzeźwy umysł, nawet dzień przed śmiercią mogliśmy z nim porozmawiać, choć był już bardzo wycieńczony – wspomina M. Fuszpaniak.

Jak mówi Przemek Prasnowski, jego choroba nowotworowa była dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem

– Nawet gdy już leżał osłabiony w szpitalu na Przybyszewskiego w Poznaniu i zacząłem z nim wątek wojny japońsko-chińskiej, to jakby na chwilę w jego oczach wrócił błysk życia. Przeniósł się w czasie, na chwilę zapomniał o śmiertelnej chorobie. Zaczął opowiadać o przyczynach, przebiegu, skutkach tej wojny dla regionu i świata... Współpacjenci na sali byli zdumieni, bo to nie była zwykła opowieść. To był wykład historyczny w czystej postaci. Niestety, Jego ostatni.

Pożegnanie przyjaciół

Przemek, Marcin i reszta z „ekipy z Gaju” pożegnali Zmarłego w mediach społecznościowych w bardzo emocjonującym wpisie.

– Krawi, jak mogłeś nam to zrobić!? To tak bardzo nie w Twoim stylu. Pierwszy raz nie dokończyłeś swojej opowieści. Tyle razy prowadziłeś nas przez historyczne epoki, siedząc na werandzie swojego domku w Gaju z nieodłącznym papierosem, melancholijnie się uśmiechając. Byliśmy dzięki Tobie na dworze króla Artura, wznosiliśmy toasty z panem Zagłobą, odnosiliśmy zwycięstwa i ponosiliśmy klęski na polach bitew całego świata. W Twoich ustach nabierał mocy każdy szczegół – zanim wyjaśniłeś, jaką grubość mają mury Zamku w Malborku, musiałeś nakreślić historię Zakonu Krzyżackiego. Setki nazwisk, dat i psychologicznych portretów, niuansów i taktycznych założeń, przedstawionych fachowo, choć często z montypythonowskim dystansem – napisali na Facebooku.

A przy okazji… – jak czytamy dalej – "delektowaliśmy się wspomnieniami, słuchaliśmy muzyki i czuliśmy, jakby strumień czasu na chwilę przestał płynąć".

– Będziemy pielęgnować w pamięci te chwile, mając nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkamy się w Gaju i dokończysz nam to, co pozostało niedokończone. Obiecujesz? – pytają przyjaciele Krawiego: Fuszpan, Irek, Piotr, Przemek, Robciu i Żuk.

Śp. Radosław Krawczyk spoczął na cmentarzu w Witkowie. W 55. roku życia

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo